poniedziałek, 9 marca 2015

Smakołyki dla koni - recenzja

Witajcie! :*
Ten post rozpoczyna nową 'serie' na moim blogu.
A dokładniej serie recenzji produktów dla koni. Na pierwszy ogień pójdą Smakołyki dla koni.

Są to smakołyki ze strony http://smakolykidlakoni.pl/. Ja moje akurat zakupiłam na ich stoisku na Cavaliadzie w Poznaniu i to jest 'najmniejszy' wariant jaki można było wybrać. Kosztował 15zł.

Do wyboru mamy wiele wariantów smakowych. Gdy kupujemy przy stosiku sami nakładamy sobie smakołyki o jakich tylko chcemy smakach. Ja już nie pamiętam jakie dokładnie mam, bo dosłownie z każdego smaku wsypałam trochę smakołyków. Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądają ich stoiska, zapraszam na ich facebook.



Na pewno wielkim plusem jest ich zapach. Jest po prostu obłędny! Osobiście zakochałam się w zapachu tych smakołyków. Może to dziwnie zabrzmi, ale uwielbiam je wąchać, haha. Kolejnym plusem i tu też związanym z zapachem jest to, że po zjedzeniu smakołyka przez konia, jego oddech również pachnie tym cudownym zapachem! 

Jak widzicie na poniższych zdjęciach mają różne wielkości. Od małych po duże. Wiadomo nie są to jakieś mega ogromne smakołyki, jak dla mnie wielkość jest odpowiednia.



No i już ostatnim, ale najważniejszym plusem jest to, że konie je kochają!
Tak jak więc widzicie, smakołyki mają same plusy.
Według mnie minusów brak.

Są to moje osobiste opinie na temat tych smakołyków.



Piszcie czy podoba Wam się taka seria recenzji na moim blogu i czy mam ją kontynuować.

I to już by było na tyle...
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał :)

Do następnego postu! :*


____________________________________
pytania?
photoblog


czwartek, 26 lutego 2015

Pierwsza jazda po przerwie

Witajcie! :*
W tym poście chciałabym podzielić się z Wami 'wrażeniami' z mojej pierwszej w tym roku jeździe!

Możliwe, że niektórzy z Was pamiętają przyczynę mojej przerwy, ale tak na wszelki wypadek przypomnę. Po niefortunnym upadku miałam pękniętą kość piszczelową + skręcony staw skokowy i noga wylądowała w gipsie. Moja przerwa trwała prawie 5 miesięcy.

Aż wreszcie 17 lutego wybrałam się do stajni i zaliczyłam pierwszą w tym roku jazdę! W sumie (jak to ja się śmieje) to była bardziej 'rozgrzewka'. Jazda taka stępo-kłus, ponieważ ja i Dunia jesteśmy po przerwie. Dunia stała cały czas z powodu mojej nogi.
Ale muszę przyznać, że Złota chodziła naprawdę miodzio! Oczywiście jak to ona było klika buntów, ale wybaczam - była przerwa... a nawet, jak tu się na nią złościć?!
Tak więc bierzemy się do roboty!




Na drugi dzień nie obyło się bez zakwasów, lecz o dziwo odczuwałam ból tylko w okolicach pachwin, nic więcej. Przeszło mi po około 2 dniach.


A 20 lutego miałam pierwszy trening w stajni, w której trenuje. Nie powiem, że nie, stresa miałam. Nie był to stres związany z obawą przed kolejnym upadkiem czy coś. W sumie sama nie wiem czym dokładnie był spowodowany mój stres. Może tym, że moje umiejętności, których nie posiadłam są teraz na poziome minus zero? Eh...

Ale wróćmy do jazdy. Jazdę miałam na Italii, a jeździłam na niej dokładnie trzy razy (ta jazda była trzecim razem). I jestem w szoku wielkim. Italia strasznie się zmieniła w zachowaniu na jeździe i w boksie. Italia, na której jeździłam w wakacje chciała mi w boskie 'ogryźć rękę' przy ubieraniu i czyszczeniu, a jazda do przyjemnych nie należała. Teraz stoi spokojna jak baranek w boskie, nawet mogę powiedzieć, że leloś się z niej zrobił. Oczywiście nie myślcie sobie, że Italia 'kiedyś' była jakaś agresywna. po prostu sprawdzała na co może sobie pozwolić, nigdy nikomu nie zrobiła krzywdy.


Jazda też była taka 'lżejsza'. Dużo pracy na drągach. No i dużo lepiej mi się jeździ na Italii. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolona i jazda na duży plus.
Moja trenerka powiedziała, że nie widać jakbym była po przerwie.



Po tej jeździe zakwasy były trochę większe. Bardziej bolał mnie ręce, nogi lekko. Tak więc myślę, że nie tak źle :D

Strasznie się ciesze, że znów zaczynam jeździć!

I to już by było na tyle...
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał :)

Do następnego postu! :*


____________________________________
pytania?
photoblog

niedziela, 8 lutego 2015

Star Stable Online

Witajcie! :*
W tym poście chciałabym napisać o grze Star Stable Online. Kiedyś napisałam o niej co nieco w jednym z postów o końskich grach. Teraz jednak chce bardziej szczegółowo opisać tą grę.

Star Stable Online jest to gra przygodowa o koniach. Tworzymy w niej swoją postać i konia, opiekujemy się końmi, wykonujemy różne ciekawe misje związane z historią wyspy Jorvik...
Gra jest online, co znaczy multiplayer.
Star Stable bardzo przypomina gry z serii Starshine Legacy i Stajnia Marzeń. Od Starshine zaczerpnięto wątek magiczny, a od Stajni Marzeń grafikę gry itp.


Wyspa po której jeździmy nazywa się Jorvik. Jest ona dość przestronna, a krajobraz przyjemny dla oka.
Nasza postać zdobywa kolejne poziomy poprzez wykonywanie misji. Aktualnie największy lvl to 17.
Również konie zdobywają poziomy poprzez wykonywanie wyścigów oraz za niektóre misje. Największy poziom konia to 15.

Zdobywanie poziomów wiąże się podnoszeniem 'umiejętności' naszej postaci i konia. Również możemy je zwiększyć poprzez odpowiednie ubrania i sprzęt. Walutą w SSO jest Jorvik Shillings i Star Coins.



Twórcy gry zapewniają nam dużo atrakcji. Poza misjami fabularnymi mamy misje 'poboczne'. Możemy budować reputację z mieszkańcami miast, pomagać im przy różnych czynnościach. Ponad to autorzy zapewniają nam atrakcje w postaci szukania po całej wyspie ukrytych gwiazd. No i możemy z naszym koniem brać udział w Mistrzostwach!
Co środę gra jest aktualizowana.



Gra dostępna jest w kilku wariantach językowych takich jak Angielski, Niemiecki... czy też od czerwca 2014r. Polski! W związku z tym do gry został dodany Polski Serwer - Cookie Valley!
Oczywiście serwerów jest dużo więcej.


Ah... jak to w życiu bywa 'nic nie ma za darmo', tak jest też w przypadku SSO. Gra jest bezpłatna, ale niestety 'tylko' do 4 poziomu. Jak większość gier, tak i Star Stable posiada pewne 'rozszerzenie', za które trzeba zapłacić. Jest to Star Rider. Dzięki niemu mamy 'pełen dostęp do gry' tzn. możemy: jeździć po całym Jorvik, skakać, stworzyć klub jeździecki, dostajemy co sobotę 100 SC...
Co do kwoty, to Star Rider możemy kupić za różne ceny zaczynając od 3zł i w górę. Jest również opcja kupienia Star Rider Lifetime czyli dożywotniego członkostwa SR! Jeśli mamy zamiar grać długo to ta opcja jest naprawdę bardzo korzystna.


Teraz może napisze coś o moim koncie.
W Star Stable Online zaczęłam grać 30 sierpnia 2012r. Od tamtego czasu miałam chwile, że kilka miesięcy wcale nie grałam i znów zaczynałam grać. 28 stycznia 2014r. kupiłam Star Rider Lifetime i od tamtego czasu, aż do teraz gram cały czas.
Moje konto jest na Polskim serwerze.

Moja postać na SSO nazywa się Anna Goldforest i ma 17 poziom. Aktualnie posiadam 8 koni, każdy z 15 poziomem:
Rosebelle - (startowiec) Jorvik Gorącokrwisty
Snowflower - Kucyk Jorvik
Darkchampion - Koń czystej krwi arabskiej 
Dangerwarrior - Koń Andaluzyjski
Goldqueen - Pinto
Braveblood - Tinker
Iceprince - Fiord
Jewelsoul - Akhal-Teke

Oraz posiadam własny klub jeździecki - Demascus Forest Club.

Na wszystkich dodanych zdjęciach jest moja postać i jej konie.




Jeśli miałby ktoś ochotę pograć razem ze mną, dołączyć do mojego klubu, możne śmiało pisać w komentarzach!

Zachęcam wszystkich do grania!


I to już by było na tyle...
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał :)

Do następnego postu! :*

____________________________________
pytania?
photoblog

piątek, 30 stycznia 2015

Prawidłowa noga w kłusie

Witajcie! :*
W tym poście powiemy sobie o prawidłowej nodze w kłusie.

Na początku może wyjaśnimy sobie, po co anglezować na dobrą nogę?
Najprościej - anglezujemy na dobrą nogę po to, żeby nie obciążać nóg konia.


Jak rozpoznać czy anglezujemy na dobrą nogę?
Z siodła - dobra noga jest wtedy, gdy podczas 'wstawania' zewnętrzna noga konia wysuwa się do przodu. Zewnętrzna noga konia to ta od ściany hali, padoku (płotu). Jeśli chcemy zmienić nogę musimy usiąść dwa takty w siodło.


W terenie nie obejmuje nas taka zasada jak prawidłowa noga w kłusie, dlatego też należy pamiętać aby co jakiś czas zmieniać nogę.






I to już by było na tyle w tym poście. Krótki i na temat, no i mam nadzieję, że pomocny. Jeśli macie jakieś ewentualne pytania co do postu, pisze je na dole w komentarzach!

No właśnie, planuje zrobić kolejny konkurs jednak chciałabym, żeby była większa aktywność na blogu, to znaczy żebyście bardziej udzielali się w komentarzach. Komentarze może dodawać każdy np.bez potrzeby posiadania konta. I tak wiem, że ostatnio zaniedbałam bloga. Powodem była oczywiście szkoła. Na szczęście to się zmieni!
Tak więc większa aktywność w komentarzach będzie 'nagrodzona' :)

Do następnego postu! :*

____________________________________
pytania?
photoblog

piątek, 28 listopada 2014

Końskie nałogi i narowy

Witajcie! :*
W tym poście powiemy sobie o końskich nałogach i narowach.

Na sam początek powiedzmy sobie co to jest nałóg, a co narów.

Nałóg jest to odruch warunkowy. Najczęściej wywodzi się z nudy. Nałogi szkodzą samemu koniu.
Narów jest to zły nawyk. Może wywodzić się z np. trudnej przyszłości konia. Narowy są niebezpiecznie dla człowieka.

Wyróżniamy takie nałogi jak:
Łykawość
Tkanie
Heblowanie
Kłapanie wargami
...


Łykawość - koń opiera zęby o np. żłób i wciąga powietrze w wyniku skurczów mięśni szyi (wygina szyję w łuk i łyka powietrze). Może przyczynić się do powstawania kolki. Koń może 'łykać' z podparciem (wymaga oparcia przednich, górnych zębów konia o płaską powierzchnię, a następnie pociągnięcia całego ciała w tył) oraz bez podparcia (nie wymaga oparcia, koń jest w stanie "łykać" jedynie poprzez lekkie uniesienie głowy i odpowiednie rozwarcie zębów)
Koń uczy się łykać poprzez np. geny, naśladowanie swojego kolegi... Dotychczas nie odkryto skutecznego sposobu leczenia łykawości. Istnieje pewna, dość bolesna dla konia metoda - "łykawka", albo operacja polegająca na usunięciu części mięśni i nerwów szyi.



Tkanie - polega na bujaniu się konia 'z boku na bok'. Pierw koń buja się z nogi na nogę, potem zaczyna bujać całą szyją, głową i piersią. Może wywołać to problemy z przednimi nogami, mięśniami stawów, więzadeł, ścięgien czy kopyt. Koń 'niszczy' sobie w ten sposób aparat ruchu. Przyczyną tego zazwyczaj jest stres związany z pobytem w stajni i nuda. Aktualnie nie ma sposobu na całkowite wyeliminowanie tkania. Jednak możemy z tym 'walczyć' umieszczając w boksie zabawki dla koni, czy zapewnienie koniowi towarzystwa w boksie. I tutaj muszę z przykrością stwierdzić, że moja Dunia niestety ale tka. Tkać zaczęła po urodzeniu swojego pierwszego źrebaka, Dextera.



 Heblowanie - koń łapie w zęby np. kraty boksu i przesuwa je w górę i w dół. Wywołuje to głośny, nieprzyjemny dla uszu dźwięk. Nie jest to zbyt szkodliwe dla zdrowia konia oprócz tego, że koń nadmiernie ściera sobie zęby, no i z czasem może przejść w łykawość. Może temu zaradzić umieszczając w boksie zabawki.



i narowy:
Gryzienie
Kopanie
Stawanie dęba (wspinanie)
Przyciskanie człowieka do ścian boksu
 ...
 
Stawanie dęba (wspinanie) - pewnie każdy z Was wie jak to wygląda. Koń staje na tylnych nogach i unosi przednie. Traktowane jest jako narów jeśli koń robi to z 'własnej woli', nie mówimy tutaj o stawaniu dęba na komende. Zazwyczaj przyczyną takiego zachowania jest pokazanie dominacji nad człowiekiem i niechęci do pracy. Przyczyny mogą być przeróżne oraz oduczanie takiego zachowania zależy od konia i trzeba podchodzić do tego indywidualnie.



Gryzienie/ kopanie - oba z tych narowów mają podłoże w psychice konia. Konie z natury nie są agresywne. W obliczu zagrożenia, próby ugryzienia/kopnięcia świadczą tylko o tym, że koń chce się bronić. Jeśli koń był traktowany źle przez człowieka to nawet jeśli jesteśmy przyjaźnie nastawieni, koń po prostu będzie nas (ludzi) kojarzył z czymś złym/bolesnym i będzie się bronił. Źrebaki często podszczypują, gdyż próbują traktować nas jak równych sobie. W takich sytuacjach nie możemy źrebakowi na to pozwolić. Trzeba być stanowczym (nie agresywnym). Oduczanie takich zachowań jest takie same jak w wypadku dębowania, wymaga indywidualnego podejścia dla każdego konia.



I to już by było na tyle w tym poście, Mam nadzieję, że się spodobał i w jakimś stopniu Wam pomógł :) Nie opisywałam każdego nałogu i narowu z osobna, ale te najbardziej powszechne są opisane. Jeśli macie jakieś pytania piszcie je w komentarzach, albo na moim asku oraz podawajcie pomysły na następne posty! Zachęcam również do odwiedzania mojego photobloga, tam piszę o moim 'życiu codziennym' z końmi (linki pod spodem).

Do następnego postu! :*

____________________________________
pytania?
photoblog


sobota, 8 listopada 2014

Upadki

Witajcie! :*
W tym poście chciałbym poruszyć temat upadków.


Jak wiadomo upadki są nieodłączną częścią w jeździe konnej. Każdy kiedyś się z tym 'spotka', prędzej czy później. Nieważne czy ktoś jeździ miesiąc, rok, pięć czy dziesięć lat.

Poruszam ten temat, gdyż kilka tygodni temu spadłam na treningu. To może teraz z krótka opiszę jak to się stało...
Z racji, iż w ten dzień niestety, ale rozpadało się i to dość solidnie, jeździć musieliśmy na hali. Hiszpan (koń, na którym jeździłam i mój ulubieniec) chodził bez zarzutu. W końcu, gdy zaczęliśmy skakać, również spisywał się na medal. Galopowaliśmy na prawo i tak mi się chłopak 'rozkręcił', że przy najeździe na przeszkodę za szybko się wybił, wylądowałam na jego szyi i parę kroków dalej zsunęłam się z jego szyi. Nie był to jakiś masakryczny upadek, można by powiedzieć, że lekko upadłam na ziemie. Hiszpano ciągle stał nade mną, nie odszedł nawet o krok, tylko wpatrywał się we mnie tymi jego mądrymi oczkami i trącał lekko łbem. Niby nic poważnego, ale... niefortunnie moja prawa noga podwinęła się pode mnie i na nią upadłam (położyłam się na niej). Nic mnie nie bolało, dopóki nie podniosła mnie moja trenerka. Poczułam ból w prawej nodze w okolicy kostki. Nie mogłam na niej stanąć, więc poszłam usiąść na ławkę. Zdjęłam buta i skarpetkę, a tam wielki 'bąbel'. Przypuszczaliśmy, że mam skręconą kostkę...
Razem z moim tatą pojechałam do szpitala gdzie trzymali mnie 5 godzin. W końcu po trzy krotnych zdjęciach rentgenowskich lekarze powiedzieli mi, że mam pękniętą kość piszczelową z rozwarstwieniem i skręcony staw skokowy. Mam założony gips na 4/6 tygodni (minęły 4 tyg) niedługo będą mi go ściągać, choć możliwe, że przedłużą mi jeszcze o tydzień/ dwa. Później będę musiała nosić specjalne usztywnienie na tą nogę...
Tak, więc narazie mam 'przerwę' od jazd, ale do stajni chodzę ;)
(taka ciekawostka, w ten sam dzień co ja spadłam, spadły jeszcze trzy inne osoby)

Niestety, ale ja miałam straszny niefart... niby nie był to 'poważny' upadek, a tyle szkód.


Czy upadek boli?
Nie zawsze. Jeśli jesteśmy przeciętnie sprawni fizycznie, prawdopodobieństwo poważnej kontuzji jest małe. Człowiek spadając z siodła odruchowo zwija się w 'kłębek' i ląduje na plecy. Wiele osób pyta mi się "czy bardzo bolało?", tak jak już wcześniej pisałam, dopóki nie wstałam nic mnie nie bolało. Pamiętajcie, jeśli czujcie, że spadacie, próbujcie z tym walczyć. Chwyćcie się grzywy, łęku i spróbujcie wrócić w siodło. I jeszcze takie małe rady ode mnie, gdy spadniecie lepiej nie wstawajcie sami, poczekajcie na trenera/instruktora aż was podniesie i w zależności gdzie się jeździ np. na hali/placu możemy puścić wodzę, bądź też nie, jednak gdy spadniemy w terenie sprawa jest inna...

Ja w swoim życiu miałam tylko 5 upadków z konia. Dwa razy spadłam z kucyka (Moni), raz przewróciłam się razem z koniem i raz spadłam z Duni na proste nogi. No i ten upadek z Hiszpana był jedynym przy którym odniosłam jakieś 'obrażenia'... no dobra, raz gdy spadałam z Moni miałam zbite kolano :D

 

Najgorsze w upadku nie jest sam upadek, a to, że może nas spotkać pewna blokada. Ważne jest to, by zawsze się podnieść! Wiadomo, to zależy od 'powagi' wypadku... raz spadnie się i nic się nam nie stanie, raz odniesiemy jakieś kontuzje. Zazwyczaj po bardzo poważnym upadku  niektórzy mają problem z przełamaniem strachu przed ponowną jazdą... w takich chwilach może nam pomóc jazda na lonży, stopniowo, aż nie zaczniemy 'normalnie' jeździć :)

No i to by było na tyle w tym poście :)
Mam nadzieję, że się spodobał.
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie je w komentarzach albo na moim asku.
Zachęcam również do odwiedzania mojego photobloga. Tam dodaje posty z codziennej pracy z moimi koniskami (linki pod spodem).

A wy jakie mieliście upadki? Piszcie!

____________________________________

pytania?
photoblog

poniedziałek, 1 września 2014

Relacje z obozu

Witajcie! :*
W sobotę wróciłam z obozu jeździeckiego i oto relacja z niego!

A więc byłam na obozie jeździeckim Trotter w Ustce. Obóz trwał 9 dni i na cały czas trwania obozu dostałam pod opiekę 4 letnią, gniadą klacz folbluta - Lily. Młoda, piękna i energiczna kobyłka. Po naszej pierwszej wspólnej jeździe na placu nie byłam do końca przekonana co do 'naszej współpracy' a to dlatego, że na placu 'wchodziła w zad drugiego konia', było to strasznie denerwujące... ale za to jako prowadząca zastęp spisywała się super! Oczywiście jak to na młodego, pełnego energii konia przystało przy zagalopowaniu (na placu) strasznie brykała. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co o niej myśleć tak w 100%, bo przed nami był jeszcze wyjazd w teren.



A w terenie Lily jest po prostu CUDOWNA! Zawsze jechałyśmy jako drugie w zastępie ponieważ Lily trochę świruje gdy nie idzie za koniem prowadzącym. Każdy teren był cudowny! Tylko raz bryknęła mi w galopie w terenie, później już ani razu. Galop na niej to czysta przyjemność. Jest strasznie wygodna. Jedyne co trzeba pilnować galopując to żeby nie zaczęła ścigać się z koniem prowadzącym, ale to też tylko raz się stało i później już zupełny 'luz' w galopie.
Oraz udało mi się spełnić jedno z moich marzeń - galop po plaży! Było genialnie! <3




To był taki mini 'wstęp'. Teraz będzie ciut więcej informacji o obozie.
Jak już wspomniałam jest to obóz jeździecki Trotter, stajnia Anka. Na cały obóz dostajemy pod opiekę konia (o czym też już wspomniałam) i możemy z nim wychodzić na spacery, jeździć na oklep ale tylko stępem ponieważ to nie jest taka typowa jazda na oklep tylko też taki jakby spacerek kiedy możemy robić sobie zdjęcia itp. Oczywiście wszystko za zgodą wychowawców. Codziennie są wyjazdy w teren na ok. 2 godziny. Ja miałam tylko raz jazdę na placu, tak to zawszę w teren jeździliśmy i było na prawdę fajnie. Do tego są wyjazdy bryczką, rajd dwudniowy (w późniejszych turnusach jednodniowy)... no i co więcej wychowawcy są bardzo pozytywni. Każdy dzień jest fajnie zaplanowany, nie ma czasu na nudę!

Nie chcę niewiadomo jak się rozpisywać, chciałam tylko zmniejsza opisać moje opinie na temat tego obozu :)

Moim zdaniem obóz warty polecenia!



I to już by było na tyle w tym poście. Mam nadzieję, że się podoba :)


...z racji, że zaczęła się szkoła posty będą pojawiać się rzadziej, ponieważ chce bardziej podciągnąć się w nauce ale mimo wszystko postaram się dodawać posty w wolnym czasie.

Do następnego postu! :* 

____________________________________

pytania?

photoblog